Niedziela, 20 lipca 2008 Czesława Leona Małgorzaty Pawła
Szukaj w Internecie
Szukaj w Polibuda.info
Media studenckie
Polibuda.info » Studia » Aktualności   
Drukuj
25 lat minęło…
7,37/10 głosów: 27 Oceń artykuł
Rozmowa z dziekanem ds. Nauczania dr inż. Andrzejem Kochańskim ówczesnym Samorządowcem obecnego Wydziału Inżynierii Produkcji Politechniki Warszawskiej.

Jak to wszystko się zaczęło… Dlaczego uczelnia techniczna?

Dr inż. Andrzej Kochański: Odpowiedź jest prosta… Moje zainteresowania zawsze związane były z naukami ścisłymi. Będąc w szkole podstawowej zająłem I miejsce w Olimpiadzie Matematycznej. W XVII LO im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego, w którym kontynuowałem swoją edukację, byłem na profilu matematyczno – fizycznym. Było to wtedy jedno z trzech najlepszych liceów w Warszawie, zresztą profil, na którym byłem był bardzo rozbudowany. Mieliśmy np. więcej godzin matematyki i fizyki niż inne „mat – fizy”.

A dlaczego Politechnika Warszawska?

Bo to najlepsza Uczelnia w Polsce. Dodatkowym argumentem było to, że moi rodzice byli absolwentami Politechniki Warszawskiej. Zresztą mój Tata był wieloletnim dyrektorem ówczesnego Instytutu Budowy Sprzętu Mechanicznego obecnego Wydziału Inżynierii Produkcji . A poza tym było blisko, bo mieszkałem w Warszawie.

Dlaczego i kiedy narodził się pomysł na wstąpienie do WRS-u?

Kiedy rozpoczynałem studia na Politechnice Warszawskiej, czyli w roku akademickim 1982/1983, w Polsce był stan wojenny. Na terenie uczelni działały organizacje o poglądach politycznych, z którymi ja i moi koledzy się nie zgadzaliśmy. Do roku 1982 był to głównie SZSP – Socjalistyczny Związek Studentów Polskich, z którego wielu działaczy wstąpiło potem do ZSP - Zrzeszenia Studentów Polskich. W tamtych czasach Samorząd miał trochę inne zadania. Był na przykład miejscem do dyskusji na tematy polityczne.

Więc powodem, dla którego wstąpił Pan do Samorządu Studenckiego były odmienne poglądy niż te, które miału ówczesne organizacje studenckie?

Tak, a drugim – równie ważnym – była oczywiście chęć pomocy studentom – znajomym, ale i całej reszcie.

A jak wyglądały wybory do Samorządu? Była duża konkurencja…

Szczerze mówiąc nie pamiętam jak, ale na pewno były to wybory. Nie można było sobie ot tak wstąpić do Samorządu.

Jak działał wtedy WRS?

W Samorządzie było nas około 10 osób. Mieliśmy oczywiście przewodniczącego, którym wtedy był Piotr Gryza. Miał on swoich zastępców – których było zwykle dwóch, czasami trzech. Samorząd był dla nas bardziej miejscem spotkań, niż miejscem, gdzie cały czas siedzieliśmy – „urzędowaliśmy”. Zresztą nie było to nic szczególnego. W pokoju Samorządu stało kilka krzeseł, jakaś szafa i tyle. Nasze działania polegały np. na robieniu wypadów na Powązki, gdzie robiliśmy sobie lekcje patriotyzmu czy też na organizacji wyjazdów w Bieszczady – do Koliby. Oprócz tego organizowaliśmy Otrzęsiny oraz Połowinki w klubie studenckim, który wtedy znajdował się w obecnym Starym Gmachu Technologicznym Wydziału Inżynierii Produkcji. Pamiętam, że nazywaliśmy go „Pudło” i oprócz tego rodzaju imprez, na których można się było spotkać z dziekanem był to zwyczajny klub studencki „tamtych czasów”, gdzie można było posiedzieć, pogadać czy pograć w brydża.


A jaka była Pana rola w WRS-ie i jakie były problemy ówczesnych studentów?

Jednym z największych problemów ówczesnych studentów było to, że mieliśmy sztywną siatkę studiów oraz zupełnie inną rejestrację niż teraz.

Czyli…

Już tłumaczę. Funkcjonowały wtedy trzy rodzaje rejestracji. Można było uzyskać rejestrację pełną – dostawali ją studenci, którzy mieli wszystko pozaliczane; rejestrację warunkową – dostawali ją studenci, którzy mieli niezaliczone jeden, może dwa przedmioty. I ten ostatni rodzaj rejestracji, czyli powtórka – dotyczyła studentów, którzy mieli więcej niż 2 przedmioty niezaliczone. Problem pojawiał się wtedy, gdy trzeba było określić ile tych przedmiotów można mieć niezaliczonych. Jeżeli było ich za dużo to student był automatycznie skreślany z listy studentów, co wiązało się z tym, że musiał iść do wojska. Pamiętajmy jakie wtedy mieliśmy czasy i jaka sytuacja panowała w Polsce. W takich przypadkach – ustaleniu ilości niezaliczonych przedmiotów – do ówczesnego dziekana – doc. Karola Paderewskiego – przychodził przedstawiciel Samorządu i wraz z nim podejmował decyzje czy danego studenta skreślić, czy może dać mu szansę na ewentualną poprawę i dalsze studiowanie. To był główny problem studentów.

Czy jedyny?

Nie… Były oczywiście inne… Na przykład została wprowadzona zasada, że na wykładach obecność jest obowiązkowa, z czym się nie zgadzaliśmy. Dopisywaliśmy wtedy na listy obecności postaci historyczne i po paru takich wykładach, prowadzący rezygnował ze sprawdzania listy.

A Pana rola, jakie miał Pan zadania w WRS-ie?

W Samorządzie byłem jednym z trzech zastępców przewodniczącego i zajmowałem się głównie dydaktyką. Jakiś specjalnych zadań nie miałem, ale biorąc pod uwagę moją działalność w WRS-ie, to na pewno mogę pochwalić się jednym, poważnym projektem, którym byłem inicjatorem i koordynatorem. Na trzecim roku studiów wybierało się specjalność. Wraz z Samorządem opracowaliśmy i zaproponowaliśmy algorytm obliczania średniej, na podstawie której student był przyjmowany na daną specjalność. Była to sprawa o tyle trudna, że musieliśmy zebrać deklaracje od wszystkich studentów, na jaką specjalność chcą się wybrać no i oczywiście dobrać „wagi” dla wszystkich przedmiotów. Przykładowo student, który ubiegał się o specjalność „spawalnictwo” miałby mieć wagę przedmiotu „spawalnictwo” 1,5 a nie 1. Algorytm został przyjęty przez władze wydziału, a dodatkowym sukcesem okazało się zaakceptowanie jeszcze dwóch innych rzeczy w ramach tego algorytmu.

O jakie rzeczy chodziło?

Pierwszą z nich było wynegocjowanie usunięcia rotacyjności uruchamiania specjalności prowadzonych przez ITMAT – ówczesny Instytut Technologii Bezwiórowych. Instytut oferował cztery specjalności, ale uruchamiane były trzy, a jedna specjalność nie. Drugą sprawą był odgórny przydział studentów do dwóch Instytutów – Technologii Bezwiórowych oraz Technologii Maszyn. Wcześniej było 50% / 50%. My wynegocjowaliśmy 60% / 40% na korzyść Instytutu Technologii Bezwiórowych, gdyż był on wtedy bardziej oblegany
i „pożądany” przez studentów.

Z tego co Pan mówi, wnioskuję że był to wielki sukces dla Pana i Samorządu.

Oczywiście, że tak. Tym bardziej, że wtedy kontakty z dziekanami były dużo bardziej ograniczone i często ciężko było się dogadać. Były inne relacje. Wtedy nie do pomyślenia było, żeby student bez zaproszenia od dziekana „zawracał mu czymś głowę”. Kontakt z dziekanem mieli przedstawiciele Samorządu – i też nie było to tak jak teraz – oraz starości grup. „Zwykły” student był u dziekana w wyjątkowych sytuacjach, np. jeżeli chciał dostać urlop zdrowotny…

Jak ocenia Pan obecny WRS, porównując go do Pańskiego – ówczesnego?

Trudne pytanie… Myślę, że porównania i oceny można tu dokonać w dwóch płaszczyznach. Pierwszą z nich są na pewno sympatie polityczne. Teraz są one, domyślam się, różne wśród członków WRS-u, wtedy takie same – wszyscy byliśmy za „Solidarnością”. Drugą płaszczyzną jest porównanie samej działalności. Wtedy nasze możliwości i potrzeby działalności, np. w sferze socjalnej były dużo mniejsze. Za powtarzanie zajęć nie płaciło się, więc jakby z tą sprawą nie było problemu. Były oczywiście sprawy zapomóg czy przydziałów w akademikach, ale w mniejszym stopniu niż teraz. Zresztą teraz macie większe możliwości. Tak jak wcześniej powiedziałem wtedy nikt nie odważał się „zawracać dziekanowi głowy”, a teraz jeżeli istnieje jakiś problem to o spotkanie z dziekanem nie jest ciężko.

A jak Pan uważa. Czy teraz jest nam – Samorządowcom - łatwiej niż kiedyś?

Trudne pytanie. Teraz łatwiej jest studiować, dążymy do tego żeby programy studiów były elastyczne. Kiedyś dziekan decydował o przyszłości studenta, teraz to sam student może zdecydować jak długo i co będzie studiował… Czy weźmie urlop, czy nie itp. Macie teraz możliwość wymiany zagranicznej, myśmy tego nie mieli. Teraz obciążenie studenta jest mniejsze – średnio 25 godzin tygodniowo, kiedyś około 40 godzin, a jak wspominałem zajęcia odbywały się też w soboty. Było bardzo dużo projektów, ćwiczeń, co sprawiało, że musieliśmy być na uczelni bardzo długo. Jedyna rzecz, która kiedyś była może lepsza to to, że każdy po studiach wyższych miał prace. Chociaż w obecnym czasie zapotrzebowanie na inżynierów również jest ogromne. Absolwenci WIPu nie maja problemów z zatrudnieniem i często znajdują pracę w dobrze płacących firmach.

I ostatnie dzisiaj moje pytanie do Pana. Dobra rada z tamtych czasów teraz dla nas?

Generalną zasadą jest to, że w ogóle sprawy studenckie lepiej będą załatwiali studenci, którzy sami nie mają problemów na uczelni. Tacy ludzie są zawsze lepiej postrzegani przez dziekanów czy pracowników wydziału, uczelni. A dobra rada to taka, żeby drogi przepływu informacji między WRS-em a studentami były jak najczystsze i jak najbardziej przejrzyste. Wszyscy mielibyśmy ogromny pożytek, gdyby ktoś z obecnych Samorządowców miał taką umiejętność i potrafił pokazać studentom jak korzystać z praw, które są dla studentów korzystne, jednocześnie wskazując na to, jak omijać te niekoniecznie dobre…

Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję

Wywiad przeprowadził:
Dominik „Dino” Suligowski

Oceń artykuł
7,37/10 głosów: 27
Autor: Dominik „Dino” Suligowski dnia: 06.10.2007 [11:00]
Dodaj do: Dodaj do Google Bookmarks Dodaj do Wykop.pl Dodaj do del.icio.us Dodaj do gwar.pl


komentarze (0)

Twój komentarz może być pierwszy.

Dodaj nowy komentarz

Jesteś niezalogowany. Zaloguj się, jeśli nie chcesz aby komentarz był anonimowy.



Zwiększ wysokość pola Zmniejsz wysokość pola

5 + 3 plus cztery =

*zabezpieczenie antyspamowe (dla niezalogowanych użytkowników)

Dodawanie komentarzy:
Użyj [http://www.polibuda.info] lub [http://www.polibuda.info|opis] przy wstawianiu odsyłaczy..
Tagi HTML są zablokowane.