| ||
|
Polibuda.info » Kultura » Felietony
Człowiek studiujący, wydawałoby się stateczny, opanowany, trzeźwo myślący… Wydawałoby się… Czy jest inaczej? Była sobota. Na imprezę czas wymarzony. Dlatego też ja w osobie własnej i mój towarzysz z polibudy postanowiliśmy wybyć z akademika na czas nieokreślony (zależny od poziomu stężenia substancji szkodliwych we krwi i jakości imprezy). Dotarliśmy do pierwszego klubu. Przestąpiliśmy wymarzone progi i natychmiast zostaliśmy ochoczo przywitani przez Pana Biletera. Zazwyczaj na bramce stoi kwadratowy kafar ale ten nim na pewno nie był. Ubrany w opięty podkoszulek chudzinka, piskliwym głosikiem oznajmił do mojego przyjaciela, że jest zmuszony go przeszukać. Nie wiem dlaczego ale patrzyliśmy obaj podejrzliwie na palce przeszukującego… Ten poczuł na sobie „wzrok który może zabić” i zmienił swoje podejście na nieco bardziej hetero-przeszukiwawcze. Po kilku chwilach dotarliśmy na parkiet. Dwóch samców z polibudy zaczęło wypatrywać swych niczego nieświadomych ofiar… Cel spotkania był jeden… zatańczyć. Były… akurat dwie. Od razu profilaktycznie krzyknąłem, że biorę niższą (znacznie ładniejszą i przyznajmy też, że znacznie bardziej pasującą do mojego metr siedemdziesiąt). Kolega spojrzał… i stwierdził, że w takim razie on musi się napić. W myślach stwierdziłem, że bez środka znieczulającego też do owej wyższej niewiasty nie uderzyłbym za żadne skarby… ale człowiek nie jest taki żeby to powiedzieć na głos… Na głos odkrywczo stwierdziłem, że to będzie tylko rozgrzewka… Już zaczynałem dywagacje na temat nieważności aparycji w stosunkach damsko – męskich, kiedy na parkiet wbiła grupa kolejnych politechnicznych samców. Około dziesięciu facetów od razu wypatrzyło dwie samotne studentki i niczym orangutany z okrzykiem „uhu, uhu” na ustach rzuciło się w ich kierunku. Utworzył się magiczny krąg politechniki… czyli kupa chłopa tańcząca, a właściwie kiwająca się w rytm muzyki nad cieszącą się z powodzenia kobietą. Jedną kobietą dodajmy (ewentualnie dwoma jak w tym przypadku). I po brunetce – westchnąłem głęboko widząc radość w jej oczach. Mówią, że to my – faceci jesteśmy wzrokowcami bo ciągle oglądamy się na ulicy za „spódniczkami”. Ale one nie są inne w stosunku do mężczyzn… Tylko, że one robią to dyskretnie. I kto jest w takim wypadku bardziej fair? – prowadziłem uspokajające polemiki z samym sobą. - Pocieszające jest jednak to, że my – przykładne samce merdające głową na prawo i lewo na widok kobiet, niczym młody szczeniak ogonem na widok piłki, w ramach ewolucji będziemy mogli przekręcać głowę o 360 stopni. A kobiety? Dostaną to samo, z tą tylko różnicą, że kręcić będą oczami. Tu pojawia się kolejny argument wyższości mej płci. My będziemy oglądać kobiety kręcąc w koło głową, natomiast Wy będziecie mogły obejrzeć tylko swój mózg… Już widzę miny czytających ten tekst niewiast… Męska, szowinistyczna świnia!! – myśli każda czytająca… Ale broń mnie wszystko co święte przed szowinizmem. Szczególnie tym męskim. Tak w ogóle to uważam, że kobiety nawet potrafią prowadzić samochód (gdyby nie moja siostra z połowy imprez wracałbym pieszo). Co jeszcze mogę dorzucić na plus, tak by żadna z istot płci żeńskiej nie poczuła się urażona? Może Wasze niezwykłe umiejętności tworzenia dwuznacznych zdań… Ale zbytnio zboczyłem z tematu. Wracając do opowieści… Dwie kobiety usilnie adorowane, w pewnym momencie, czując natłok ciał politechnicznych, przestały poruszać swymi członkami w rytm muzyki i ruszyły w stronę baru… Teraz ja! – pomyślałem sobie z pewnością siebie godną Terminatora i Johna Rambo w jednym. W głowie „dmuchawce, latawce i wiatr”, w żyłach wrząca krew… Pierś do przodu, głowa do góry może doda mi kilka centymetrów, pewny krok… Ruszyłem. Spostrzegłem po chwili je obie siedzące przy czteroosobowym stoliku. Starałem się zamykać jedno oko tak by nie rysować mojej psychiki widokiem wyższej z dziewczyn… Dziewczyn?? Ona wyglądała jak Nina Terentiew po kontakcie z kanibalami będącymi od miesiąca na diecie warzywnej… ale to nic… koleżankę ma fajną. Do boju studencie!! – krzyczało coś w głowie. – Nigdy więcej samotnych imprez!! To jest ta dla której będziesz pisał wiersze i przez którą nie zaliczysz sesji… To jest ta! Podchodziłem coraz bliżej… ale gdzie tam! Stado politechnicznych samców wyrwało zza moich pleców i dobiło do mojego celu… Dajcie mi granat! Dajcie mi pistolet!! Wałek do ciasta mi dajcie!!! – krzyczałem w myślach. No to już jej nie odpuszczą… Myślałem, że to był pojedynczy wybryk. Odosobniony przypadek masowego podrywu na zasadzie "komuś z nas się uda" oraz "w grupie raźniej". Myślałem tak bo byłem studentem pierwszego semestru… Teraz wiem, że na imprezach politechniki to standard… Ale nie byłbym studentem gdybym sobie nie potrafił z tym poradzić… Jakąś wiedzę tajemną w końcu się posiada… Ewentualnie zawsze pozostaje wałek do ciasta… komentarze (7)
Strona: 1/1
1 Dodaj nowy komentarzJesteś niezalogowany. Zaloguj się, jeśli nie chcesz aby komentarz był anonimowy.Dodawanie komentarzy: |
|