| ||
|
Polibuda.info » Kultura » Felietony
Ósmy marca… i znowu to samo… Co kupić? Co zorganizować? Każdy z nas – mężczyzn ma w głowie galimatias porównywalny z tym istniejącym w dziekanacie mojego matczynego wydziału (WIP). Sto pomysłów na minutę lub tendencja całkowicie odwrotna... Wreszcie w pocie czoła obmyślamy co w ten jakże niezwykły dzień zrobić. Pomysły są różne, zależne głównie od charakteru mężczyzny… ale cel jest zawsze ten sam: zaspokoić oczekiwania naszej „Pani i Władczyni”. Ale jak zaspokoić coś o czym nie mamy pojęcia? I niech nikt nie mówi, że skoro dwie osoby są razem to jedna wie o drugiej wszystko… czyta w jej myślach… No dobrze… poczyta, poczyta i w końcu już wszystko wyczyta… A co potem? Potem trzeba dopisać jakiś nowy rozdział, który wniesie trochę świeżości. I my staramy się to ciągle robić… tylko, że z różnym skutkiem. Czerwone róże? Niech będą. Podobno nigdy się nie nudzą ale wypadałoby wreszcie zdobyć się na coś oryginalniejszego… Mój przyjaciel poszedł kiedyś takim tokiem rozumowania. Postanowił być nietypowym i kupił inny bukiet. Wpadł rano do akademika ukochanej, tak żeby zdążyć jeszcze przed zajęciami. Sprawdził nienaruszalność kwiatowego dzieła sztuki i wparował ze śpiewem na ustach do pokoju dziewczyny. Złożył szybkie życzenia i z obietnicą powrotu tuż po laboratoriach popędził na uczelnię. Ale całą drogę nie mógł pozbierać myśli. Ciągle widział minę ukochanej. Jakąś taką zaskoczoną… jakoś tak negatywnie zaskoczoną… I te oczy? Jakieś takie pytające… a on głupi wybiegł na zajęcia! Nie zapytał co się stało! Może jej się nie podobały kwiaty?? Niemożliwe. Kwiaciarka mówiła, że to import z Chin. Zapłacił jak za przysłowiowe zboże, a jest przecież tylko studentem! Powinna docenić. Jak jej się mogą nie podobać chińskie… jak one się nazywały?? A… tak… chryzantemy… No cóż… kobiety nie odgadniesz – pomyślał. - Wpadnę do niej później z innym bukietem. Kupił kolejne kwiaty. Chcesz mi coś dać do zrozumienia? – zapytała ukochana wpatrując się w ogromy bukiet żółtych tulipanów. I zaczęła się długa rozmowa… O tym, że chryzantemy są średnio dobrym pomysłem wie dużo osób… ale, że żółte tulipany niby mówią o jakimś tam rozstaniu??? Przecież takich przesądów nie znają nawet najstarsi Indianie, a co mówić szary student?! A studentki znają!! I to nawet te nie takie stare… Narzeczony mojej koleżanki też postanowił być na dzień kobiet nietypowy… Ale najpierw były urodziny… Ile ona mówiła o tej kamizelce… Ile razy mu ją pokazywała za witryną… Żeby to zliczyć trzeba mieć chyba doktorat z analizy matematycznej. W końcu zrozumiał. Kupił na urodziny… A ona foch!! Że niby chodzi już w takiej samej od tygodnia do pracy! No ludzie… ludzka (no może bardziej męska niż ogólnoludzka) rzecz nie zauważyć… A on zamiast tego stwierdził odkrywczo, że przecież widział… ale pomyślał, że chce może drugą… Przykład całkowicie autentyczny. Niestety średnio dobrze świadczący o naszej męskiej rasie. Fochy minęły po kilku dniach i znów było sielankowo. Do dnia kobiet… Kupił róże. Czerwone... przepiękne… Ale może coś jeszcze… Jak pomyślał tak zrobił. Kupił zestaw kosmetyków. Niech wie, że o nią dba. A ona znowu foch, że tam niby pisze „40+”. A skąd on ma wiedzieć co to jest jakieś „czterdzieści plus”?! Jakaś norma czy co… Czemu się tak złości?? Gdyby kupił jakiś antypot lub coś w tym rodzaju to rozumiem… mogła by to uznać za jakąś aluzję. Ale kremy, balsamy i tak dalej… Przeklęte „40+” zostawiło trwały odcisk na jego mniemaniu o firmach kosmetycznych. A przyszłej żonie (bo wbrew pozorom go nie zostawiła) kupuje nadal kwiaty. Czerwone róże… bo boi się innych gatunków… Dlaczego tak rzadko przychodzi nam do głowy coś tak naprawdę zwariowanego, a przy tym romantycznego i po prostu sensownego? Dlaczego popełniamy gafy i wychodzimy na błaznów? Dlaczego tak często nie potrafimy odgadnąć czego od nas chce druga połowa? Proste. Dlatego, że wtedy byłoby po prostu nudno. Bo przecież możemy eksperymentować, próbować, sprawdzać, oglądać efekty… A jeśli czasem nie wyjdzie… no cóż, wtedy trzeba być jak balsam (tylko nie taki „40+”) i łagodzić sytuacje, a to też bywa przyjemne. Dlatego drogie panie pamiętajcie, że my wszystko robimy z dobrego serca i że nie każdy potrafi śpiewać serenady, pisać wiersze, grać na pianinie i czytać w myślach. Ale po co to piszę?? Przecież Wy to wiecie. Ludzkość jakby nie patrzeć jeszcze nie wyginęła i nadal widać na ulicy heteroseksualistów w liczbie na szczęście całkiem pokaźnej. Natomiast co do panów… Pamiętajmy, że gdybyśmy wszystko zdobyli bez trudu, wtedy nie docenilibyśmy tego co mamy. A porażki?? Porażka to nagroda dzięki, której bardziej cieszymy się z ostatecznej wygranej… PS. Najszczersze życzenia dla wszystkich czytających ten tekst kobiet. Pozdrawiam! SYLWEK komentarze (2)
Strona: 1/1
1 Dodaj nowy komentarzJesteś niezalogowany. Zaloguj się, jeśli nie chcesz aby komentarz był anonimowy.Dodawanie komentarzy: |
|