Poniedziałek, 6 października 2008 Artura Emila
Szukaj w Internecie
Szukaj w Polibuda.info
Polibuda.info » Kultura » Muzyka » Recenzje   
Drukuj
Indios Bravos w Stodole – relacja
9,17/10 głosów: 6 Oceń artykuł
Indios Bravos dane mi było usłyszeć po raz drugi. Pierwsze spotkanie z tym zespołem zapamiętałem jako świetny koncert z rewelacyjnym wokalem Gutka. Tym razem nie było inaczej. Rzekłbym więcej. Po raz kolejny pokazali ogromną klasę, a świetnym dodatkiem były niespodzianki przygotowane dla fanów.

Charakterystycznym elementem ich koncertów jest brak supportu. Wielokrotnie muzycy podkreślali, że występ powinien mieć odpowiedni wstęp, rozwinięcia oraz zakończenie i chcę sami kreować taki spektakl. I zaczęli mocno od jednego z bardziej znanych kawałków ‘Tak to tak’. Dalej ruszyli ostro, a po kilku bardziej znanych utworach szybko przeszli do piosenek z najnowszej płyty ‘Peace!’.

Jeden z moich przyjaciół stwierdził kiedyś (właśnie po moim pierwszym kontakcie z Indios), że cechą, która ich wyróżnia jest wyczuwalna radość, autentyczna przyjemność z grania, którą najłatwiej zauważyć u Gutka. Każdy gest, śpiewane słowo ma swoje jedyne, niepowtarzalne znaczenie. W dodatku nie jest to sekret. Raczej prawda, którą zespół chce się dzielić.

Jedną z dwóch niespodzianek był występ Roberta Kasprzyckiego. Razem z Gutkiem zaśpiewał swój utwór ‘Niebo do wynajęcia’ (w ‘indiosowej aranżacji’) oraz kawałek ‘Wolna wola’. Kolejne piosenki na zmianą pobudzały do ruchu i wprowadzały odrobinę spokoju. Niestety wszystko co dobre, szybko się kończy. A na finiszu czekało na fanów ‘Nie rytmiczny me how’. Zaśpiewane razem z zespołem jeszcze raz pokazało swoją wyjątkowość w tak prostych słowach.

Co dalej? Bis? Otóż nie. Nim muzycy ponownie wkroczyli na scenę ukazała się druga niespodzianka. Grupa Indian w rytmie tradycyjnej muzyki wykonała taniec, który zyskał ogromny aplauz wśród publiczności. Chwilę później wrócili bohaterowie wieczoru i zagrali dalej. I wychodzili także drugi raz wywołani przez fanów na kolejny bis. Sam koncert zakończyli spokojnie, żegnając się pojedynczo ze zgromadzonymi w Stodole: począwszy od Gutka, a kończąc na klawiszowcu zespołu Marcinie Łuczyńskim.

Refleksje? Dwa spotkania z Indios i 2:0 dla nich. Szkoda tylko, że zabrakło mojej dziewczyny, która twierdziła, iż to nie muzyka dla niej. No cóż, może od następnego koncertu zwycięstwa Indios Bravos będą liczone podwójnie …

Oceń artykuł
9,17/10 głosów: 6
Autor: Łukasz Bezulski dnia: 14.03.2008 [21:30]
Dodaj do: Dodaj do Google Bookmarks Dodaj do Wykop.pl Dodaj do del.icio.us Dodaj do gwar.pl


komentarze (0)

Twój komentarz może być pierwszy.

Dodaj nowy komentarz

Jesteś niezalogowany. Zaloguj się, jeśli nie chcesz aby komentarz był anonimowy.



Zwiększ wysokość pola Zmniejsz wysokość pola

(opcjonalnie)
3 + 8 plus trzy =
38.103.63.* - w takiej postaci pojawi się Twoje IP, gdy jesteś niezalogowany

* zabezpieczenie antyspamowe (dla niezalogowanych użytkowników)

Dodawanie komentarzy:
Użyj [http://www.polibuda.info] lub [http://www.polibuda.info|opis] przy wstawianiu odsyłaczy..
Tagi HTML są zablokowane.