| ||
|
Polibuda.info » Kultura » Teatr » Aktualności
Historia czworga ludzi splątanych w erotyczno-społeczne związki: hrabia Wacław, niegdyś przodownik flirtów, plotek i gier związany węzłem małżeńskim z Elwirą, nie wie, że żona, nie mogąc korzystać z uroków pożycia, romansuje z jego największym przyjacielem - Alfredem. Alfred zaś, wierny uczeń Wacława w dziedzinie „miłostek sztuki”, nienasycony w romansach, prócz Elwiry uwodzi także Justysię, jej sprytną służącą. Jednakże Justysia, mimo wielkiej przyjaźni z swoją panią, nie poprzestaje na jednym adoratorze i nie gardzi również zalotami Wacława. Ale powoli ten poczwórny miłosny węzeł zaczyna się zacieśniać... Opowieść o miłości romantycznej i nieromantycznej, o moralności dawno już przebrzmiałej i o konwenansach ginących w złudnie bezpiecznym cieple domowego ogniska. Obsada: Elwira – Halina Chrobak, Alfred – Jakub Wons, Justysia – Beata Bójko, Wacław – Sylwester Biraga, Kamerdyner - Marek Pituch.
Z RECENZJI: CZWORO TO NIE TŁOK Jak to jest, że kiedy przychodzi do kpienia z innych, komedia sprzed dwustu lat pokazuje sytuacje, które mogłyby się wydarzyć wczoraj? Chyba ludzkość w toku ewolucji wciąż jeszcze nie nabyła umiejętności nauki na cudzych błędach, a i na własnych przychodzi nam to z trudem. I całe szczęście, bo w bezbłędnym świecie z na wskroś poprawnymi mieszkańcami nie byłoby miejsca na komedię i dowcip. Sztuka przedstawia miłosne perypetie hrabiego Wacława i jego żony Elwiry oraz zaplątanych w romanse z nimi pokojówki Justysi i przyjaciela rodziny, Alfreda. Żadne z nich oczywiście nie wie, że zdradzając jest także zdradzane i choć jak powiedział Fredro „tysiączne w pożyciu uczą nas przykłady, że podejrzliwość bywa matką wszelkiej zdrady” to bohaterowie podejrzliwi nie są za grosz, a i wiernością nie grzeszą. Wręcz przeciwnie. Szczególnie obaj panowie są przekonani, że to właśnie oni są mistrzami uwodzenia, a wszelkie oszustwo natychmiast by wykryli. Hrabia, niegdyś notoryczny kobieciarz i wyrzut sumienia wszystkich mężatek, udziela rad Alfredowi jak zdobywać damskie serca. Nie wie, że hoduje żmiję na swojej piersi. Wszystkie postacie pokazują ponadczasowe ludzkie skłonności, które choć wystawione w klasyczny sposób i z zamiarem naśladownictwa XIX-wiecznego stylu gry aktorskiej, wydają się dziwnie bliskie naszym czasom. Szczególną sympatię wzbudza młody Alfred, zagrany przez Jakuba Wonsa. Sprawia wrażenie, jakbyśmy go skądś znali, jakby to był nasz kumpel, który znowu swoim dowcipem doprowadza nas do łez ze śmiechu. Tym samym komizm sytuacyjny bawi tak, jak wtedy, gdyby był naszym udziałem. Rozbrajająca naiwność bohaterów, sceny, w których wyśmiewają innych, nie wiedząc, że zarazem sami stają się komiczni będąc w identycznej sytuacji, budzą gromki śmiech na sali. Zastanawiające jest jednak to, jak często i my w ten sam sposób wystawiamy siebie na śmieszność. Sylwester Biraga chyba dobrze wie jak zaangażować serca widzów do szczerego przeżywania akcji, być może sprzyja temu także kameralność teatru oraz styl jego prowadzenia (kto jeszcze nie był może żałować, albo jak najszybciej naprawić to uchybienie). Być może „Mąż i żona” (i Alfred z rumianymi policzkami!) zmienią spojrzenie niektórych na literaturę klasyczną. Albo na małżeństwo. Agata Kiełkowska, MAGIEL nr 101 /marzec 2008/ komentarze (0)Twój komentarz może być pierwszy.Dodaj nowy komentarzJesteś niezalogowany. Zaloguj się, jeśli nie chcesz aby komentarz był anonimowy.Dodawanie komentarzy: |
|