INFERNO – diabelnie dobre czy piekielnie nieudane?

inferno

inferno

W październiku na ekrany kin weszła ekranizacja czwartej powieści amerykańskiego pisarza Dana Browna – Inferno. W roli głównego bohatera obsadzony został Tom Hanks, co stanowiło czynnik przyciągający znaczną grupę widzów. Jednak czy aktor światowej sławy i adaptacja najlepiej sprzedającej się książki 2013 roku wystarczą, aby odnieść sukces?

Ten artykuł został opublikowany 20-11-2016 01:12 i może nie być aktualny. Spróbuj wyszukać nowsze treści.

Im głośniej tym lepiej

23 czerwca 2016: Sony Pictures Entertainments zamieszcza w Internecie oficjalny zwiastun filmu. Od razu rozlegają się głosy krytyki, że te niespełna trzy minuty ujawniają zbyt wiele. To wszystko jednak nakręca spiralę reklamy – o filmie się mówi i to dużo - cel osiągnięty. W październiku thriller wchodzi na wielkie ekrany, a sale kinowe jeszcze przez długi okres czasu są pełne. A czego w zasadzie dotyczy całe to zamieszanie?

Kto, gdzie, jak i dlaczego?

Doktor Robert Langdon (w tej roli Hanks) budzi się we florenckim szpitalu z ostrym bólem głowy – jak informuje go doktor Sienna (Felicity Jones) – spowodowanym draśnięciem kulą z pistoletu. Czasu na rekonwalescencję nie ma on zbyt wiele (precyzując: nie ma go wcale), bo natychmiast staje się celem kolejnych „polowań”. Utracona w wyniku wypadku pamięć powraca zbyt wolno w porównaniu do kolejnych gwałtownych zmian następujących wokół osoby Langdona. Wszystko to za sprawą tajemniczego przedmiotu, który mężczyzna znajduje w swojej własnej kieszeni. Przedmiotu, który jest ściśle powiązany z poematem Dantego i może uratować świat przed zagładą…

Sukces ma wielu ojców, a porażka zazwyczaj jednego

Reżyser Ron Howard nie pozwala widzowi zbyt długo kontemplować nad aktualnymi wydarzeniami, bowiem 121 minut filmu to cała gama zwrotów akcji. Uwagę przykuwają zdjęcia z malowniczych Włoch (Florencja i Wenecja) i tętniącego życiem Istambułu. To wszystko w pakiecie z muzyką Hansa Zimmera, którego nazwisko w zasadzie już gwarantuje przyjemne dla ucha doznania.

Najwięcej zastrzeżeń przypisuje się scenariuszowi – nieprzewidywalne zakończenie, zbyt mało zagadek. Ten ostatni argument wcale do mnie nie przemawia, ponieważ fabuła i tak była dosyć zawiła, a przecież do tego istnieją oczywiste ograniczenia czasowe. Można mieć za to zastrzeżenia co do interakcji w duecie Langdon – Sienna. Nikt nie oczekiwał tu od razu romansu, aczkolwiek tych dwoje to nie duet. Co więcej, ich dialogi momentami wydają się nazbyt sztuczne i wymuszone.

Dla tych, którzy rozważają obejrzenie Inferno warto zaznaczyć, że nie trzeba przeczytać poprzednich powieści Browna, aby w pełni rozkoszować się najnowszą adaptacją jego dzieł. Być może to właśnie ten dreszczowiec będzie stanowił pozytywny bodziec nakłaniający do nadrobienia zaległości.

Analizując rozbieżności panujące pomiędzy internautami i ich skrajne opinie wydaje się zatem, że najlepszym wyjściem będzie po prostu samodzielna weryfikacja tych komentarzy. Mogę jedynie obiecać, że te 121 minut nie będą stratą czasu!

Wszystkich studentów zachęcamy do legalnego wspierania kultury i zapraszamy do kin. Warto zapoznać się z ich aktualnymi ofertami i promocjami, jak na przykład środy z Orange w Multikinie i w ten sposób przyjemnie spędzić czas wolny.

systemu komentarzy dostarcza Disqus
nasi partnerzy