KRA KRA KRAJ CZY LA LA LAND – jeden z wielu hollywoodzkich tworów czy godny polecenia musical?

Zapowiadany od dawna „La La Land” wkroczył właśnie na ekrany polskich kin. Czy widzowie przyciągnięci nazwiskami obsady i intrygującym zwiastunem będą usatysfakcjonowani, czy wrócą do domu z poczuciem niedosytu?

Reklama robi swoje

Ryan Gossling, Emma Stone (notabene tych dwoje przeżywało już wcześniej miłość w innych filmach), John Legend, Damien Chazelle (reżyser „Whiplash”)… Oliwy do ognia dolewa jeszcze jedno słowo: “musical”. Ten pakiet w połączeniu ze zwiastunem (który wbrew pozorom nie zdradza zbyt wiele) skutecznie intryguje i nakłania do obejrzenia nowego hollywoodzkiego dzieła. Wisienką na torcie jest 14 nominacji oscarowych.

O co to całe zamieszanie?

Na pierwszy rzut oka (i ucha) można wysnuć wniosek, że tematem przewodnim jest tu miłość. Emma – początkująca aktorka i Sebastian – muzyk jazzowy zakochują się w sobie i razem próbują stawić czoła dorosłemu życiu. To nie spoiler, bo historia ich miłości jest tylko naprowadzeniem do sedna musicalu, którym są marzenia oraz priorytety i związane z nimi ciężkie decyzje. Reżyser często dokłada humorystyczne wstawki, które utrzymują całość w lekkim nastroju. Jest kilka zaskakujących zwrotów akcji, jednak nie jest to film dla miłośników szalonych, fluktujących scenariuszy.

Czy w tym wszystkim jest jeszcze miejsce na muzykę?

Twórcy zaznaczają charakter swojego dzieła już na wstępie, bowiem pierwsza scena zaczyna się dosłownie śpiewająco. Grupowe wykonanie piosenki na autostradzie jest widowiskowe. Później wizualno - muzycznie jest tylko coraz lepiej. Krytycy narzekają na małą różnorodność, ponieważ cały czas przewija się ten sam motyw muzyczny. Moim zdaniem całość jest jednak tak wyważona, że widz nie ma powodów do przesytu. W ścieżce muzycznej przeplata się jazz w ujęciu klasycznym i nowoczesne beaty. Na oklaski zasługują przejścia muzyczne pomiędzy kolejnymi wątkami.

Po słodzeniu czas na odrobinę goryczki

Niektórzy „obrażają się” na zakończenie. Nie będę pisać o tym dalej, żeby nie zdradzić więcej niż sumienie mi na to pozwala. Innym zaś nie podoba się połączenie tradycyjnego kanonu z rażącą nowoczesnością. Czy te obiekcje są słuszne? Czy marzenia naprawdę się spełniają? Przekonajcie się sami!

systemu komentarzy dostarcza Disqus
nasi partnerzy