„Planeta Singli" - hit czy kolejny polski kit?

W lutym tego roku zadziwiająco dużym zainteresowaniem cieszyła się kolejna polska komedia romantyczna. W jednej z największych sieci kin działających w Polsce dzienna ilość seansów „Planety” przez długi czas dorównywała świetnemu „Deadpoolowi”. O tym, czy sukces ten wynika z prostej fabuły, przyjemnej dla oka aparycji aktorów, czy po prostu zamiłowania naszych rodaków do tego gatunku filmowego dowiecie się z czytając dalszą część recenzji.

Ten artykuł został opublikowany 14-03-2016 01:09 i może nie być aktualny. Spróbuj wyszukać nowsze treści.

Czy historia o dwójce singli rzeczywiście może widza czymkolwiek zaskoczyć?

Zapewne tak, ale nie oczekujmy tego od „Planety Singli”. Ania (Agnieszka Więdłocha) – nauczycielka muzyki, typowa szara myszka prowadzi nudne życie. Zmęczona samotnością (potęgowaną koniecznością codziennego odwiedzania apatycznej matki) próbuje odnaleźć swojego księcia z bajki, umawiając się na randki za pośrednictwem Internetu. Jej poczynania stanowią inspirację dla przystojnego, lecz nieco zbyt pewnego siebie i aroganckiego gospodarza reality show – Tomka (Maciej Stuhr). Podczas wymiany doświadczeń poznają oni lepiej siebie nawzajem, a show cieszy się rosnącą popularnością. Sielanka nie trwa jednak wiecznie, bowiem na drodze singielki staje w końcu „porządny” mężczyzna, a program Tomka nie przyciąga już tylu widzów, co wcześniej. Obawiałam się, że przy obsadzie składającej się z całej polskiej plejady gwiazd, całość może się okazać totalną katastrofą. Z ulgą przyznaję, że prawie całkowicie udało się tego uniknąć.

Dlaczego zatem oglądamy filmy, których zakończenia domyślamy się po pierwszych 10 minutach oglądania?

Komedii romantycznej jest równie blisko do kina akcji jak gołąbkom do sajgonek. Ten gatunek filmowy nie wymaga od widza nieustannego skupienia, ale nie taka też jest jego rola. Komedia romantyczna ma za zadanie wywoływać uśmiech na twarzy widza, zrelaksować go i wprawić w pozytywny nastrój. „Planeta” wywiązuje się z wymienionych zadań. Czarujący Maciej Stuhr i atrakcyjna, kobieca Agnieszka Więdłocha przyciągają widzów do kin. Ekranizacja jest pełna wdzięku, a muzyka (przeważnie skomponowana przez polskich artystów) wpasowuje się w odpowiednie sceny. Całość stanowi zatem lekki, humorystyczny film, któremu znacznie bliżej do światowych standardów niż do kulejących polskich poprzedników. Idąc do kina oczekiwałam przyjemnie spędzonego czasu, bez zerkania na zegarek i ukrywania zażenowania na twarzy po seansie. Uff, w końcu się udało!

systemu komentarzy dostarcza Disqus
nasi partnerzy