Powiew ciepłej Grecji w zimnej Warszawie

Mamma Mia zadebiutowała w Teatrze Roma już prawie dwa lata temu, a ja, wielka fanka szwedzkiego zespołu ABBA bardzo długo odkładałam wizytę w warszawskim teatrze. Jednak gdy tylko nadarzyła się okazja, by nadrobić zaległości, nie zastanawiałam się dwa razy.

Miałam bardzo duże oczekiwania co do musicalu Mamma Mia. Był zachwalany przez wszystkich znajomych, a ekranizacja bardzo przypadła mi do gustu. Spektakl miał dla mnie również prywatne, sentymentalne znaczenie: spędziłam w rodzinnym kraju ABBY cudowne 5 miesięcy, tańcząc ze znajomymi do najpopularniejszych utworów tego zespołu. Mogłam się zatem bardzo zawieść sztuką, ale o tym później.

Dokąd lecimy?

Premiera spektaklu połączona była ze świętowaniem Polskich Linii Lotniczych LOT pasażera numer 500 000 samolotu Boeing 787 Dreamliner. PLL LOT jest zresztą nadal partnerem Teatru Roma. Półmilionowy pasażer został przywitany piosenkami ABBY i to właśnie od tego flash moba rozpoczyna się spektakl. Następnie widzimy wesołych urlopowiczów siedzących w samolocie, którzy w rzeczywistym świecie szybko zostaliby pouczeni o procedurach bezpieczeństwa. Po kilku minutach lądujemy w... ciepłej Grecji.

Greckie wakacje w deszczowej Polsce

Nigdy nie sądziłam, że będzie mi dane poczuć odrobinę słońca, oceanu i wolności w zimowy wieczór w zatłoczonym centrum Warszawy. Wszystko to za sprawą pływającej na platformach sceny. Jej najważniejszym punktem jest przytulna tawerna, w której jest osadzona niemal cała historia. Ogromny wpływ na scenografię mają również otaczające scenę wielkie ekrany ledowe, na których wyświetlane są greckie krajobrazy. Gorące plaże, morze, spokojne, rozgwieżdżone niebo to tylko przykłady obrazów, które sprawiły, że zapomniałam o wszechobecnym w stolicy pędzie.

Atmosfera też była gorąca!

A wszystko to także za sprawą artystów, którzy widowiskowo wykonywali piosenki zespołu z zimnej Skandynawii. Martwiłam się, że nie przeboleję polskich tłumaczeń tekstów utworów, znając oryginały na pamięć. Zdziwiłam się, i to bardzo! Tłumaczenia Daniela Wyszogrodzkiego idealnie wpasowują się w historię opowieści, a także trafnie oddają emocje bohaterów. Aktorzy również dali z siebie wszystko. Z niecierpliwością czekałam na obiecaną kulę dyskotekową, a gdy pojawiła się ona nad naszymi głowami... widzowie oszaleli! Kto by pomyślał, że można stać się Dancing Queen między fotelami teatru?

Tysiąc razy: TAK!

Możecie nie być fanami ABBY, Grecji, słońca, musicali, komedii romantycznych. Nadal warto poświęcić kilka godzin weekendu, by obejrzeć ten spektakl. Można potańczyć, pośpiewać, pośmiać się, a przy okazji, używając popularnego wśród studentów określenia, odchamić się. Jako typowa Polka musiałam znaleźć przynajmniej jeden minus: zdałam sobie sprawę, jak bardzo potrzebuję urlopu...

systemu komentarzy dostarcza Disqus
nasi partnerzy