Fenomen Leo, czyli „Wilk… „ jest kotem.

Najprzystojniejszy pechowiec Hollywood, nominowany do prestiżowej statuetki Oscara po raz czwarty – Leonardo DiCaprio. Do czterech razy sztuka?

Ten artykuł został opublikowany 23-02-2014 15:46 i może nie być aktualny. Spróbuj wyszukać nowsze treści.

Aktor, który tak umiejętnie pokazuje emocje na wielkim ekranie wiele razy musiał przybrać maskę obojętności i przykleić uśmiech przegranego. Jak bardzo twarde serca mają członkowie Akademii, by nie wzruszyć się kreacjami tworzonymi przez Leo?
Odkąd DiCaprio poszedł na dno wraz z Titanic’iem, zagrał wiele innych, fantastycznych ról w oscarowych hitach, dzięki czemu wypłynął na powierzchnię. Dlaczego zatem nie ma jeszcze statuetki?

1. Śliczna twarzyczka.
Śnieżnobiały - lekko zawadiacki uśmiech, oczy pełne energii i wyrazu – w kolorze najpiękniejszego odcienia błękitu, nienaganna fryzura – w zależności od kreacji - gładka lub czesana wiatrem. Mało który z członków Akademii, posiada choć jeden z tych przymiotów, a co dopiero wszystkie w pakiecie? Zazdrość to bardzo ludzka rzecz, a nie wspomniałam jeszcze o posturze aktora. 

2. Znakomite filmy.
Gdy spytamy kogoś na ulicy o dowolny film, w którym grał Leonardo DiCaprio w większości przypadków zetkniemy się z reakcją: „Uwielbiam ten film!”, „”To jeden z moich ulubionych!” i będzie to niezależne od płci i wieku ankietowanego. Obrazy, w których wystąpił nasz Pechowiec są zazwyczaj na podstawie doskonałych scenariuszy, świetnie zmontowane – same perełki! Jak wyróżnić się w tym sznurze pereł? Może Leo jest po prostu złotym łańcuszkiem wszystkich dzieł reżyserów?

3. Syndrom zdolnego dziecka.
Gdy posiada się taki talent i gra się od dziecka w superprodukcjach, publiczność uznaje to za tendencyjne i normalne. Leo nie jest postrzegany jako geniusz i niestety już nic tego nie zmieni. Od premiery „Co gryzie Gilberta Grape’a” minęło wiele lat, a trudno wskazać wśród młodego pokolenia kogoś, kto zagrałby to równie dobrze lub lepiej.

Jay Gatsby, Howard Hughes, Frank Abagnale Jr., Jack Dawson – wreszcie Jordan Belfort – jedyne co można powiedzieć na pewno, to “Wilk…” jest kotem.

Dodano:

23-02-2014 15:46

Dodane przez:

Aleksandra Siemieniec

Kategoria:

Kino
systemu komentarzy dostarcza Disqus
nasi partnerzy