„Real or not real?”

Kapitol przez wiele lat brutalnie wykorzystywał dystrykty i siał strach wśród mieszkańców. Trwało to długo. Zdecydowanie za długo. Czas z tym skończyć. Rebelia trwa. Ogień walki bardzo szybko się rozprzestrzenia. Witamy na 76. Głodowych Igrzyskach! Tym razem zmieniła się nie tylko arena, ale i panujące zasady.

Ten artykuł został opublikowany 09-02-2016 16:46 i może nie być aktualny. Spróbuj wyszukać nowsze treści.

Po sukcesie, jaki odniosła trylogia książek pani Suzanne Collins, każdy zdawał sobie sprawę, że ich ekranizacja to tylko kwestia czasu. I tak oto 20 listopada polscy fani mogli zobaczyć premierę finału serii, czyli, według powszechnej mody filmowej, „drugiej części trzeciej części”. Nie szczędzono pieniędzy na produkcję i wszyscy mieli ogromne oczekiwania zarówno pod względem wizualnym, jak i fabularnym.

Na czym skończyliśmy?

W poprzedniej części oglądaliśmy zniszczony świat ogarnięty wojną domową. Walka naszych bohaterów polegała głównie na nagrywaniu filmów propagandowych z Kosogłosem w roli głównej. Piękne przemowy, wzniosłe i bohaterskie czyny - wszystko to pod czujnym okiem kamer. Peeta, Johanna i Annie uwięzieni w Kapitolu. Największy zwrot akcji znajduje się na końcu filmu, gdzie więźniowie zostają odbici. Jednak, kiedy Katniss walczyła o uwolnienie Peety z tak ogromnym uporem i w końcu udało się go uratować, nie wszystko jest tak, jak być powinno. To nie jest już ten sam chłopak. Nie potrafi rozróżnić rzeczywistości od jej zakłamanych obrazów. Wszczepiono w jego psychikę nienawiść do niegdyś kochanej Katniss i zakodowano pewne zachowania, nad którymi sam nie panuje, tylko wykonuje odruchowo. I BUM! Koniec części pierwszej.

W kontynuacji „Kosogłosa” obserwujemy zmagania głównej bohaterki, która jest coraz bardziej wyniszczona psychicznie. Jednak, będąc twarzą rewolucji, brnie naprzód - w stronę stolicy i prezydenta Snowa. Idzie wraz z oddziałem przez Kapitol usiany kokonami, które aktywowane uruchamiają śmiertelne pułapki. Dodatkowo Peeta próbuje wrócić do dawnego stanu, jednak długi czas tortur, które przeżył, zmieniły go w zupełnie innego człowieka. Czy wróci on do dawnego stanu? Jak zakończy się ta wojna? Ile żyć będzie trzeba jeszcze poświęcić? Tego nie zamierzam zdradzać.

Trzeba przyznać, że film został wykonany z dużym rozmachem. Piękne stroje, rewelacyjne charakteryzacje, efekty specjalne, świetna operacja kamerą - oglądanie tego obrazu na wielkim ekranie cieszyło oko. Z całą pewnością stwierdzam, że byli to najlepiej ubrani żołnierze, jakich widziałam. Jednak nie sama szata zdobi człowieka. Filmu również.

Gra aktorska

Wszystkie poprzednie części tej serii ratowały postaci drugoplanowe. Nie jestem fanką gry aktorskiej Jennifer Lawrence, która według mnie ma tylko jedną minę. Spotkałam się z opinią, że pod jej kamienną twarzą kryje się multum emocji i aktorka w ten sposób rewelacyjne pokazuje, jak jej bohaterka jest rozdarta wewnętrznie. Na zewnątrz jednak nic nie widać. Niestety przez to, że część pierwsza była wręcz na siłę przeciągana (i zwyczajnie mówiąc: nudna), to część druga ma tak dużo wydarzeń, że niektóre wątki nie są należycie rozwinięte i brakuje w nich swoistego „dopowiedzenia”. Dialogi pod względem emocjonalnym to bezbarwna gadanina. Szczególnie zawiodłam się na rozmowach między Katniss, a jej siostrą Prim - kompletnie nie widać więzi między nimi. A dialog Gale’a i Peety dotyczący ich wspólnej miłości to jakiś żart.

Jednakże na brawa zasługuje postać czarnego charakteru, czyli prezydenta Snowa. Donald Sutherland perfekcyjnie pasuje do tej roli. Sceny z nim zawsze są nieoczywiste, gdyż nie tylko wypowiadane kwestie, lecz i samo zachowanie bohatera intryguje widza i skłania do dłuższych rozmyślań oraz próby interpretacji jego słów. Mimo iż jest to postać zła, to mam mieszane uczucia. Snow jest osobą obdarzoną ponadprzeciętną inteligencją i zdolnością obserwacji, za którą go szanuję. Ponadto ostatnia scena z jego udziałem jest moim zdaniem jedną z najlepszych w ciągu całego seansu „Kosogłosa cz. 2”.
Co więcej, rewelacyjnie (jak zawsze) spisał się Woody Harrelson, czyli odtwórca roli Haymitcha. Miał (za)mało czasu na ekranie, jednak każde jego pojawienie było występem idealnie dopracowanym. Jestem szczególnie zachwycona jego scenami z Effie, aż łza się zakręciła w oku. Muszę koniecznie wspomnieć też o postaci Johanny, która już od drugiej części serii „Igrzysk Śmierci” sprawia, że nie mogę oderwać od niej wzroku. Kontrowersyjna, piękna, waleczna i z pewnością najsilniejsza postać żeńska w filmie. Jena Malone zagrała tę trudną bohaterkę fenomenalnie. Nic dodać, nic ująć.

Treść

Przedstawiona historia w filmie jest historią mocną i okrutną. Naturalnie, nie mogła ona zostać zbyt brutalnie przedstawiona ze względu na to, iż „Igrzyska Śmierci” stanowią cykl filmów young-adult. I tak jestem pod wrażeniem osiągniętego efektu, gdyż ten rodzaj filmów charakteryzuje się pewną nijakością ze względu na zbyt szerokie grono odbiorców. Nie zabrakło płaczu, krzyku, śmierci i emocji, których nie da się wyrazić słowami. Jednak był ich taki przesyt, że widz miał trudność ze skupieniem się na pojedynczych nieszczęściach.

Nie zabrakło tak zwanych „smaczków” w filmie i scen, które do tej pory mam przed oczami. Chociażby scena, gdzie Peeta pyta Katniss: „You love me. Real or not real?” albo ślub Finnicka i Annie. I śmiech Snowa. Jednakże myślę, że nie tylko fani filmowej serii będą zadowoleni. Również książkowi znajdą swoje ulubione momenty, które dorównują wyobrażeniu z czasu lektury trylogii. Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to epilog. Wprawdzie jest całkowicie zgodny z papierowym oryginałem, ale wykonanie tej sceny mnie załamało. Przejmujący monolog Katniss z lśniącą łąką w tle. Nie. Przez tą scenę wyszłam załamana z seansu i dopiero później, gdy myślałam o dziele jako o całości, doceniłam jego wartość. Bez tego zakończenia film dostałby w mojej ocenie parę gwiazdek wyżej.

Słowami zakończenia

Czy warto obejrzeć „Igrzyska Śmierci: Kosogłos cz. 2”? Jeśli jesteś fanem książkowym, to pewnie już dawno go widziałeś. Jednak film (a raczej całą serię, bo finał bez zapoznania się z poprzednimi obrazami jest bezsensowny) polecam. Jest to najdojrzalsza część cyklu, wprawdzie skompresowana do granic możliwości, ale poruszająca ważne kwestie. Wartości „Kosogłosa cz. 2” nie stanowią dobre ujęcia i efekty specjalne, ale widoczna zmiana bohaterów i świata, który jest szary, bez wyraźnych granic między czarnym, a białym. Skłania do refleksji i postrzegania świata w inny sposób.

May the odds be ever in your favor!

O autorze

Elżbieta Wołkowycka

Pokaż ostatnie artykuły tego autora
systemu komentarzy dostarcza Disqus
nasi partnerzy