Reklamowy maraton

plakat reklamujacy

plakat reklamujacy

Reklamy w Polsce stoją (z pewnymi wyjątkami) na żenującym poziomie - powielają zwykle stereotypowy wizerunek niezbyt rozgarniętej pani domu, niesamowicie żywiołowo reagującej na nowy, świetny proszek. Przyzwyczailiśmy się traktować przerwę reklamową jako stracony czas transmisji, który zdecydowanie warto sobie odpuścić. Jest jednak w Polsce wydarzenie, podczas którego sytuacja wygląda inaczej - innowacyjne, śmieszne i zapadające w pamięć reklamy stają się dziełem samym w sobie. To Noc Reklamożerców.

Ten artykuł został opublikowany 25-04-2013 15:06 i może nie być aktualny. Spróbuj wyszukać nowsze treści.

W piątek, 10 listopada, punktualne o 20.30 podekscytowany kłębiłem się z całkiem pokaźnym tłumkiem przed wejściem głównym do Multikina. Ku mojemu zdziwieniu kolejka posuwała się szybko i sprawnie i za chwilę byłem już w środku. Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.

W miejscu. gdzie zwykle są kasy, ustawiono małą scenę z Djami, prowadzącym całe show oraz zespołem. Po drugiej stronie znana firma fotograficzna proponowała nam sesje fotograficzną z pierwszymi ludźmi na Ziemi oraz nieodłącznym w przypadku tej pary wężem. Przemieszczając się głębiej otrzymałem coś na kształt „zestawu przetrwania”- ciasteczka, piwo, kawę oraz kilka napojów enegretycznych. Tak wyposażony udałem się na swoje miejsce w sali kinowej.

To, czego nie zdołałem zaobserwować będąc niesiony lawiną tłumu, mogłem nadrobić teraz - na ekranie kinowym. Oglądaliśmy obraz z kamer kilku osób krążących po całym kinie. Oprócz wymienionych wcześniej atrakcji zorganizowano jeszcze dyskotekę (a raczej mini parkiet z muzyką, nadmiernie oblegany, ze względu na szczupłość rozmiarów). Odbywała się także uroczystość związana z rozdaniem nagrody Szczęka 2006 dla najlepszej polskiej reklamy (dostali ją reżyserzy „kopytka”). Wreszcie ok. 21 zaczęło się wyświetlanie reklam.

Sześciogodzinny materiał podzielono na cztery 1,5 godzinne sety, przedzielone przerwami, podczas których organizowane były konkursy (głównymi nagrodami były ubrania znanej firmy odzieżowej). Oprócz tego każdy z nas miał szanse na wygranie zestawu tejże firmy o wartości ok. 150 zł - wystarczyło, że znalazł pod fotelem odpowiednią naklejkę.

Każdy z setów składał się z bloków przedstawiających reklamy z różnych stron świata i z różnych okresów- od amerykańskich reklam zupek dla dzieci z lat 30, poprzez współczesną europejską, aż do spotów z Burkina Faso przedstawiających tamtejsze gospodynie domowe zachwycające się nową matą na moskity.

Kolejność prezentacji była dobrze przemyślana, nie było w tym nic z przypadkowości- mogliśmy obserwować różne style poczucia humoru, jak i odmienne rodzaje reklam (od proszków do prania, do kampanii antynarkotykowej). Taki sposób projekcji wymuszał na uczestnikach ciągłą uwagę - wszak wiedzieliśmy, ze po reklamie w stylu, który nam nie odpowiada, znajdziemy coś zupełnie innego, ciekawszego dla nas. Niesamowite wrażenie zrobiły na mnie reklamy z Czech - są naprawdę przebojowe, zaskakujące i intrygujące. Po raz kolejny nasi południowi sąsiedzi pokazali, że potrafią, a do niedawna kpiące określenie czeski film staje się komplementem. Na tym tle nasze reklamy (oczywiście te, których istotą nie była gra słów, niezrozumiała dla osoby nieznającej polskiego) wypadały bardzo blado.

Urzekł mnie również koreański sposób promocji produktów. Poczucie estetyki, takt i kanony kulturowe są tak odmienne od naszych, każdy spot z tego kraju powodował salwy śmiechu na widowni- niezależnie od tematyki reklamy, która i tak zwykle pozostawała nieodgadniona.

Do dziś nie jestem w stanie rozszyfrować powodu, dla którego 99% osób występujących w reklamach ze Skandynawii to starsi ludzie, nawet jeżeli obiektem reklamowym jest nowinka techniczna lub produkt, skierowany wybitnie do młodzieży. Ale może właśnie o takie obserwacje i refleksje chodzi w Nocy Reklamożerców.
Do czwartego, ostatniego seta dotrwało niewiele osób, reakcje też były mniej żywiołowe. Zmęczenie dawało o sobie znać. Postanowiłem jednak doczekać do końca, który to nastąpił trochę po 4 nad ranem. Wartym odnotowania jest fakt, iż prowadzący imprezę oraz Dje z zespołem udali się do domów dużo wcześniej od nas, bo zaraz po ostatniej przerwie. Wychodząc z kina czułem się jakbym opuszczał zniszczoną fabrykę- rozmontowana, w połowie poskładana scena i personel kina krzątający się gdzieś na zapleczu. Rozumiem, że ci ludzie byli w pracy i mieli już owej nocy serdecznie dość, ale można było poczekać 15 min do wyjścia wszystkich gości. Ale jak widać, nie można mieć wszystkiego. Całą imprezę oceniam jednak zdecydowanie pozytywnie, naprawdę warto było się na nią wybrać. Wyżej opisany incydent potraktowałem jako informacje dla opuszczających kino, iż dalej jesteśmy w Polsce. Wszak po siedmiogodzinnej wizji wspaniałego świata roztaczanej przez równie wspaniałe, najlepsze z najlepszych reklamy - można było o tym zapomnieć.

Autor: Tomasz Turski

Dodano:

25-04-2013 15:06

Dodane przez:

Olga Paluchowska

Kategoria:

Recenzje
systemu komentarzy dostarcza Disqus
nasi partnerzy